Życie wśród pól

Nasz komentarz

Ciekawy artykuł sprzed dekady, który zdecydowaliśmy się umieścić w całości na naszym blogu. Zachęcamy do lektury.

.

Artykuł autorstwa Arkadiusza Millera z czasopisma ‘Wiedza i Życie’, numer 11/1998 (link)

CORAZ BARDZIEJ OSACZA NAS NIEWIDZIALNE I NIEWYCZUWALNE PROMIENIOWANIE ELEKTROMAGNETYCZNE. CZY, UŻYWAJĄC TELEFONU KOMÓRKOWEGO, KOMPUTERA, SUSZARKI DO WŁOSÓW LUB KUCHENKI MIKROFALOWEJ, NARAŻAMY WŁASNE ZDROWIE?

Urządzenia, którymi posługujemy się w pracy i w domu, bywają tak skomplikowane, że wielu z nas nie potrafi i nawet nie stara się zrozumieć, jak działają. To samo dotyczy sił przyrody, które udało nam się ujarzmić i zaprzęgnąć do pracy. Braki wiedzy i niezrozumienie pewnych zjawisk rodzą strach przed ich powszechnym wykorzystaniem. Tak było na przykład z prądem elektrycznym – kiedy pojawiły się lampy elektryczne, zabraniano zbliżania się do nich, a włączanie i wyłączanie, w obawie o własne zdrowie, zlecano służbie. Dzisiaj nie można wyobrazić sobie normalnego życia bez elektryczności, ale historia lubi się powtarzać i ostatnio prąd elektryczny znów stał się przyczyną lęków. Tym razem jako czynnik związany z wytwarzaniem pola elektromagnetycznego.

Energia pól elektromagnetycznych od samego początku przyciągała uwagę biologów, fizjologów i lekarzy. W początkach naszego wieku rozwinęły się metody lecznicze, które wykorzystywały zmienne pola o rozmaitych częstotliwościach, choć ówczesna wiedza na temat ich biologicznego oddziaływania była praktycznie żadna. Do lat czterdziestych panował pogląd, poparty licznymi badaniami fizjologicznymi i obserwacjami lekarskimi, iż pola elektromagnetyczne nie mają żadnego działania biologicznego z wyjątkiem zdolności do miejscowego przegrzewania tkanek.

II wojna światowa przyniosła gwałtowny rozwój technik radiowych. Do użytku wojskowego wprowadzono m.in. radary, i tak w naszym życiu pojawiły się mikrofale. Badania przeprowadzone w 1953 roku przez grupę amerykańskich ekspertów potwierdziły wcześniejsze spostrzeżenia, dotyczące innych zakresów fal, iż podstawowym i jedynym efektem biologicznego działania mikrofal są zjawiska termiczne. Jednocześnie ustalono granicę bezpieczeństwa określoną jako ekspozycja na energię o gęstości strumienia 100 W/m2, którą podtrzymano po zakończeniu największego w historii projektu badawczego z zakresu bioelektromagnetyki, przeprowadzonego w latach 1956-1960 dzięki finansowaniu przez armię USA.

Tymczasem odmienne doniesienia napływały z laboratoriów radzieckich. U zwierząt poddanych działaniu pól mikrofalowych o gęstości strumienia energii od 10 do 100 W/m2 pojawiały się różne odchylenia fizjologiczne, a także objawy określane jako “choroba mikrofalowa”. Na tej podstawie w latach sześćdziesiątych wprowadzono w ZSRR surowe normy bezpieczeństwa, przyjęte także w krajach Europy Środkowej, w tym i w Polsce.

Następne dziesięciolecia to intensywne poszukiwanie rozstrzygnięcia, po której stronie leży prawda. W kręgu zainteresowania znalazły się już nie tylko mikrofale, ale i fale o bardzo niskich częstotliwościach. Pojawiły się doniesienia, że w niektórych warunkach mogą one wpływać na czynność żywych komórek.

W związku z narastaniem mody na zdrowe życie w prasie popularnej zaczęły ukazywać się informacje sugerujące, że pola elektromagnetyczne są szkodliwe i mogą wywoływać różne choroby. Nie zadbano jednocześnie o naukowe poparcie tych sugestii, które w wielu krajach wywołały znaczne zaniepokojenie społeczeństw. I tak np. w Szwecji w 1978 roku prasa doniosła o 4 przypadkach urodzenia przez kobiety pracujące stale przy komputerach dzieci z wadami wrodzonymi. Informacja, powielana przez wiele gazet, zaowocowała ujawnieniem kolejnych przypadków, które także szeroko nagłośniono.

W wyniku nacisków społecznych szwedzkie związki zawodowe zawarły z pracodawcami porozumienie zezwalające kobietom ciężarnym na odmowę pracy przy komputerach. To z kolei utwierdziło społeczeństwo w przekonaniu, że monitory są zagrożeniem dla zdrowia. Obawa przed działaniem pól elektromagnetycznych zaczęła gwałtownie narastać i coraz więcej osób zgłaszało się do lekarzy z objawami określanymi jako “alergia elektromagnetyczna” – poczuciem dyskomfortu psychicznego, osłabieniem, bólami i zawrotami głowy, bezsennością, zaburzeniami koncentracji i zapamiętywania, reakcjami nerwicowymi.

Podobne zjawisko zaobserwowano w Polsce. Informacje o protestach ludzi zamieszkałych przy stacjach nadawczych i nierzetelne prace popularne owocują utwierdzaniem się w społeczeństwie przekonania o wyjątkowej szkodliwości pól elektromagnetycznych. W ten sposób problem medyczny przekształcił się w społeczny.